Pokazywanie postów oznaczonych etykietą legia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą legia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 września 2012

Randka z żoną

Nazywam się ██████ i jestem alkoholikiem. 

Dziś nic specjalnego nie wydarzyło się. Załatwiałem trochę spraw związanych z moim wyjazdem do Niemiec, spotkałem się z doradcą finansowym, który wprawił mnie w zakłopotanie komentując mój i żony dotychczasowy plan emerytalny. Trzeba będzie dołączyć nawigację do wózka, którym jedziemy, używając metafory z branży finansowej. Najważniejsze jednak, że po raz kolejny udało mi się spotkać z żoną w środku dnia i razem zjeść obiad poza domem. Bardzo cenię sobie te nasze randki, nawet jeśli są dosyć krótkie i przy okazji jedziemy podpisywać w banku jakieś dokumenty. Wspólnych chwil spędzonych razem nikt nam nie odbierze, choćby nawet był to warunek odbycia podręcznikowej terapii uzależnienia od gorzały. 

Wreszcie otworzyli Marszałkowską, choć miasto nadal wygląda jak plac budowy, a ja ciągle natykam się na dziwne konstrukcje z desek i inne zapory. Zaczyna mnie po woli drażnić ten stan permanentnej bylejakości. Zobaczymy jak zareaguję na nieduże, konserwatywne niemieckie miasteczko.

 

Na sąsiednim bloku kolejna odsłona konfliktu kiboli zamieszkujących okolicę, a może nawet ten sam dom. Nie trzeba było długo czekać. Wątpię jednak, żeby jutro pojawiło się coś nowego. Poloniści są albo w mniejszości, choć do Konwiktorskiej rzut beretem, albo brakuje im refleksu. 



 

poniedziałek, 10 września 2012

Pat



Nazywam się ██████ i jestem alkoholikiem. 

Dzień miał być pracowity, ale bez napięć, a wygląda na to, że klamka zapadła i zrezygnuję z grupy. Już wcześniej wiedziałem, że ciężko mi będzie dostosować się do systematycznego przychodzenia na zajęcia. Mam wiele równie ważnych rzeczy co grupa, a przecież uczęszczanie na terapię grupową nie jest jedynym warunkiem trzeźwienia. Dziś z resztą byłem tylko pół godziny na spotkaniu, a to z powodu wizyty u dentysty, której w żaden sposób nie mogłem przesunąć, z kilku względów, ale nie będę się wdawał w niepotrzebne szczegóły. Powiedziałem o tym pani A., powiedziałem o tym wszystkim. Padły argumenty jednej i drugiej strony, i nic z tego nie wyniknęło; pat. Zrobiło się nawet trochę nieprzyjemnie, przeholowałem chyba pytając, czy gdybym stracił wszystko i grupa byłaby jedynym moim wybawieniem, czy wtedy byłoby dobrze? Wiem, że ci, którzy nie opuszczają spotkań mogli poczuć się urażeni. Z resztą nie chodzi tak naprawdę o systematykę, niektórzy opuszczają częściej grupę, a gdy im się to zdarzy to przepraszają i robią z siebie ofiary losu. To co powiedziałem musiało zostać powiedziane, słowa musiały zostać wypowiedziane, aby ich moc została uwolniona. Wierzę, że słowa jak zaklęcia mają magiczne działanie i że niektóre z nich mają wielką moc sprawczą. Podjąłem decyzję, w najbliższy czwartek przyjdę ostatni raz na spotkanie grupy. Będzie mi jej na pewno brakowało, ale są jeszcze mityngi, jest terapia indywidualna, a co do grupy, to chyba nie uda mi się tak podporządkować czasu, żebym przez półtora roku mógł każde poniedziałkowe i czwartkowe popołudnie zarezerwować na spotkania trzeźwiejących alkoholików. 

A tak na zakończenie, choć nie rozpoczyna się zdania od „A”, nigdy chyba nie polubię kiboli – to co się dzieje na Muranowie to czyste szaleństwo; tematykę graffiti niemal całkowicie zdominowała wojna miłośników spółgłoski „L” z fanatykami litery „P”. Nie można oczywiście niektórym z tych debili odmówić pomysłowości w zamalowywaniu bohomazów konkurencji, niektóre kompozycje ścienne mogłyby powalczyć z abstrakcjami Kandinskiego, jednak smutno się robi na myśl, że ta okolica nigdy nie będzie elegancka z tej prostej przyczyny, że trawiący niektóry małolatów horror vacui zmusza swoje ofiary do wandalizmu w najgorszym wydaniu.